Miłość własna – przez niektórych postrzegana jako egoizm, czyli coś złego (niewłaściwego). Ale czy tak jest naprawdę?

miłość

Czy miłość może być dobra lub zła?

W religii katolickiej jest dobrem najwyższym i pierwszym, które powino nami kierować. A miłość samego siebie? (miłujcie swoich wrogów jak samych siebie miłujecie) Czy to jest egoizm, czy tylko prawidłowe traktowanie siebie? A jeśli to egoizm, to czy jest on zły, czy dobry?

Moim zdaniem egoizm nie jest jednoznacznie zły. Tylko pozbawiony miłości do innych jest czymś destruktywnym. Egoizm jest czymś naturalnym, kierują się nim wszystkie istoty żywe mające instynkt przetrwania. Po prostu gdyby nie on, to mielibyśmy świat pełen poświęcacjących się istot, wymierający z powodu niesprzyjających okoliczności. To podstawowa siła chroniąca istotę przed utratą niezbędnych zasobów.

Egoizm napędzany strachem może przyjąć negatywną postać, odbierającą innym ponad nasze potrzeby. Wtedy może być postrzegany jako coś złego dla innych. Jednak czy miłość własna jest takim egoizmem?

Jeśli miłość mogłaby przybierać złe formy, to znaczyłoby, że jest idealizowana przez religie (różne). Pochwała miłości potrzebowałaby zastrzeżeń i warunków. Jeśli więc ich nie potrzebuje (a wręcz powinna być bezwarunkowa, bowiem to postawa, a nie wartość wymienna na coś innego), to nie może przybierać złych postaci (chyba, że jest mylona z zaborczością – rzekomą „miłością” wobec drugiej osoby, a może właśnie w tym przypadku miłością egoistyczną?).

Miłość własna jest więc tym, czym jest zdrowy egoizm, czyli – dbaniem o swoje potrzeby, ale nie kosztem innych, szacunkiem do siebie, akceptacją tego co sobą reprezentujemy, uznaniem wartości, które oferujemy Światu. Jest czymś, co powinniśmy mieć dla siebie, gdyż tylko my możemy ją sobie dać. Jeśli nie potrafimy kochać siebie samych, to nie będziemy też potrafili bezwarunkowo kochać innych. Spragnieni miłości od innych, będziemy stawiali warunki i wymagali jej podświadomie, stawiając większe żądania, biorąc raczej, niż dając. Niezaspokojona miłość własna da się we znaki naszemu otoczeniu, krzywdząc innych. Tak więc miłość własna jest niesłusznie postrzegana jako coś złego, czego należy unikać oraz się wstydzić.

Skoro miłość własna jest dobra, to jak pokochać siebie bez wyrzutów sumienia lub poczucia winy?

Jest takie ćwiczenie, które sam robiłem i jest zadziwiająco skuteczne, lecz wymaga wytrwałości. Przygotuj się na 2-3 tygodnie codziennego pisania do odczucia pierwszych efektów.

Pierwszego dnia napisz w zeszycie trzy cechy za które siebie kochasz, czyli – z czego jesteś dumna u siebie lub nad czym potrafisz u siebie pracować? U mnie były to: pragnienie rozwoju, wytrwałość i chęć do nauki. Możesz zapisać to w postaci „Ja, (imię), kocham siebie za …”. Ze względu na bezwarunkowość miłości, lepsza byłaby forma „Ja, (imię), zasługuję na miłość, bo jestem …”, ale taką formę używałem i pamiętałem o tym podczas wykonywania ćwiczenia.

Powtórz to pięć razy. Następnego dnia dopisz kolejną cechę. Dopisuj cechę co do której czujesz, że masz największe przekonanie w danej chwili. Powtarzaj codziennie (zawsze cały blok cech, po pięć razy), dodając jedną nową cechę każdego dnia, aż zabraknie Ci cech co do których byłabyś pewna, że są dobre. Ja dojechałem do ponad 20. Po jakichś 2-3 tygodniach poczujesz, że naprawdę szanujesz się za te cechy i kochasz siebie za nie :).

U mnie podziałało i po 2-3 tygodniach poczułem to, co opisałem powyżej. Dlatego polecam Ci to ćwiczenie. :) Po prostu w miarę pisania (a piszesz to, w co naprawdę wierzysz) zaczynasz doceniać u siebie te cechy mocniej i wyraźniej (bardziej świadomie).

Gdy wykonasz to ćwiczenie, napisz w komentarzu do mnie, a podam Ci co proponuję jako następne :).

„Pokochanie samego siebie jest początkiem romansu na całe życie” – Oscar Wilde

Edit:

Znalazłem coś uzupełniającego:

8 Magicznych Rzeczy, Które Zaczynają się Dziać, Jak Zaczniesz Kochać Samego Siebie

Ilustracja: sxc.hu